KONTAKT STRONA GŁÓWNA STRONA CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNO-KULTURALNEJ
PolskiEnglishDeutschРусский
PolskiEnglishDeutschРусский
Kontrast:
Kontrast normalny Kontrast
Czcionka:
LEGENDY

PODZIEMNY TUNEL POD JEZIOREM EŁCKIM

 

Legenda mówi, że zamek był połączony z miastem podziemnym tunelem, który biegł pod dnem jeziora Ełckiego … Były to czasy, kiedy wojska szwedzkie panoszyły się w Polsce, wspomagane m.in. przez najemników tatarskich. Po bitwie pod Prostkami Tatarzy zaatakowali Ełk. Miasto zostało splądrowane i spalone, a ludzi wzięto w jasyr. Część mieszkańców zdołała ukryć się na zamku ełckim, zanim Tatarzy przypuścili atak na miasto. Byli tam bezpieczni, ponieważ most wiodący do zamku spalono w obliczu zagrożenia, a innej możliwości dotarcia do zamku nie było.

 

Nastał wieczór. Tatarzy rozbili obóz w lesie na pobliskim wzgórzu. Żołnierzom wydano świąteczne przydziały kumysu, zwycięstwo pod Prostkami i sukces odniesiony w Ełku należało uczcić. Po świętowaniu wszyscy zapadli w kamienny sen. Wtedy to podziemnym tunelem ruszyła z zamku pomoc dla ełczan wziętych w jasyr. Więźniów znaleźli tuż przy tatarskim obozie. Wyzwoleni ełczanie wrócili podziemnym przejściem do zamku, gdzie radowali się po szczęśliwym zakończeniu akcji oswobodzenia … a Tatarzy dotąd nie wiedzą jakim cudem udało się zbiec więźniom i opowiadają sobie legendy, jedna bardziej niesamowita od drugiej.

 

GÓRA TATARSKA

 

Kiedy Tatarzy wtargnęli do Prus (1656, 1657) i ciągnęli przez kraj, plądrując, mordując i paląc, oszczędzali jednak najsilniejszych mężczyzn, którzy wpadli im w ręce, by zabrać ich w jasyr. Po zdobyciu Ełku gromadę pojmanych mężczyzn Tatarzy zaprowadzili w pętach do najbliższego lasu, gdzie zamierzali na górze odpocząć i przenocować. Jednak przedtem urządzili pijatykę i łapczywie raczyli się zdobytymi trunkami, aż upojeni i wyczerpani runęli na ziemie i zapadli w głęboki sen. Tę chwilę wykorzystały wierne żony jeńców, przekradły się przez zarośla, przecięły więzy mężom i w ten sposób uwolniły ich z opresji. Wówczas ci pozabijali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili ze swoimi żonami z Góry Tatarskiej do Ełku.

 

MOST WESTCHNIEŃ

 

W połowie ubiegłego wieku mieszkał w Ełku pewien krawiec, który miał piękną córkę Martę. Zmarł on wcześnie, nie pozostawiając po sobie dużego majątku, matka i córka były więc zmuszone udać się na wieś, gdzie życie było tańsze niż w mieście. Osiadły we wsi Niedźwiedzkie. Tam Marta wykształciła się na zdolną krawcową. Miała miłe usposobienie, była dobrze wychowana, stąd wszyscy wokoło ją bardzo lubili. Miała tyle zamówień, że mogła utrzymać i matkę, i samą siebie na dostatnim poziomie. Matka, jak to było wtedy w zwyczaju, wydobywała torf u jednego z gospodarzy wsi. Był to kiedyś jedyny, poza drogim drewnem, materiał opałowy w naszych stronach. Pewnego dnia również Marta wybrała się na bagnisko aby wydobyty poprzedniego dnia torf ułożyć dla przesuszenia w odpowiednie sterty. Na pobliskiej działce ujrzała torf suchszy od własnego. Na potwierdzenie przyniosła matce do pokazania dwie kostki tego torfu. Zapomniała jednak odnieść go z powrotem. Martę oskarżono o kradzież i ukarano karą więzienia. Biedna dziewczyna przejęła się wyrokiem tak bardzo, że w rozpaczy pobiegła nad rzekę i z mostu kolei biegnącej do Prostek rzuciła się w toń wody, znajdując tam natychmiastową śmierć.

 

Niedługo potem wybudowano w Ełku koszary wojskowe i po to, aby móc łatwiej docierać na poligon ćwiczeniowy żołnierze wybudowali obok mostu kolejowego wąski, drewniany mostek dla ruchu pieszego. Służył on też mieszkańcom Ełku do przekraczania rzeki w czasie spacerów do pobliskiej Szyby. W czasie wietrznej pogody słyszano tu wzbudzane przez wiatr uwikłany w konstrukcję mostu przeraźliwe jęki i westchnienia. Tak cierpiała dusza biednej Marty. Stąd w tradycji ludowej mostek ten nazwano “Mostem Westchnień”

 

Tak zwany Most Westchnień istniał w Ełku naprawdę. Przy okazji pogłębiania koryta rzeki Ełk w połowie lat 60-tych można było oglądać wbite w dno rzeki szczątki pni drewnianych, na których wznosił się ów most. Były oddalone ok. 10-20 metrów od mostu kolejowego po stronie ówczesnej roszarni i podnóża nasypu kolejowego. Biegła od tego mostu polna droga, która wychodziła przy bramie roszarni. Od początku lat 70, zaczęto zasypywać mokradła rozciągające się po tej stronie nasypu kolejowego i stąd wszelki ślad po ówczesnej drodze zaginął, a wraz z tym jakakolwiek sugestia, że w tamtych okolicach mógł się znajdować most. Opr. A. Szymański, Ełk i My

 

WISIELCZA GÓRA

 

To było dawno, dawno temu. Ełk był jeszcze niewielką miejscowością, a Szyba funkcjonowała jako odrębna wieś. Jadąc drogą z Ełku do Szyby, tuż, przed wjazdem do wsi droga zstępowała dość stromo w dół. Na lewo stąd wznosił się pagórek, który ludność nazywała Wisielczą Górą. To miejsce przejmowało grozą pieszych i wszystkich, którzy obok tego miejsca musieli przejeżdżać. Jeszcze w XVIII wieku stała tam bowiem szubienica na której wykonywano wyroki na złoczyńcach. W połowie XIX wieku jedynie 5-6 karłowatych sosen samosiewów wskazywało miejsce jej dawnego usytuowania. Po 1870 roku i one zniknęły. Kat mieszkał w lesie koło Nowej Wsi. Ludzie unikali go tak samo jak Wisielczej Góry. W wiejskiej karczmie stał zawsze zarezerwowany dla niego oddzielny stolik. Na łańcuchu wisiał kubek przeznaczony wyłącznie dla kata, a nóż do krojenia chleba tkwił wbity w drewnianą belkę. Gdy kat wraz ze swoim pomocnikiem pojawiał się w karczmie gospodarz bez słowa stawiał przed nimi butelkę wódki i chleb. Obaj uraczeni alkoholem udawali się potem do swego katowskiego zajęcia. Starzy ełczanie nie pamiętali kiedy odbyła się ostatnia egzekucja na Wisielczej Górze, tradycja ludowa nie przekazała nam tej wiadomości. Z pagórkiem tym wiązało się jednak sporo przesądów i opowieści. Kawałek powroza, czy koszuli skazańca osiągał u starych Mazurów wysoką cenę. Kwitł wręcz żywy i zyskowny handel takimi przedmiotami. W pierwszej połowie XIX wieku urzędowy kat przyjeżdżał dyliżansem pocztowym z Brandenburga (nad Zalewem Wiślanym). Miejscowy natomiast, wraz ze swoim pomocnikiem, czynili jedynie odpowiednie przygotowania. Egzekucje odbywały się na dziedzińcu sądu, który mieścił się w zamku na wyspie Jeziora Ełckiego. Zmarłych grzebali sami więźniowie na specjalnym cmentarzu dla przestępców w lesie za jeziorem, potocznie zwanym „Borkiem.”

 

W miejscu, gdzie wznosiła się Wisielcza Góra dziś już nie jest tak przejmująco jak kiedyś. To miejsce obniżono, splantowano. Między Ełkiem a Szybą wyrosły nowe dzielnice mieszkaniowe i nikt już nawet nie wie, że kiedyś starzy Mazurzy przemykali przez tę okolicę z duszą na ramieniu. Opr. A. Szymański, Ełk i My

MIASTO EŁK
Prawa autorskie © turystyka.elk.pl 2017